Wpisy z tagiem: praktyki
piątek, 22 lipca 2011
Ostatni dzień praktyk - najnudniejszy. Pacjentów było siedmiu - jeden starszy pan z nadciśnieniem i sześciu osiemnastolatków do szczepienia. Ci osiemnastolatkowie mieli problem z tym, że bada ich dziewczyna, niewiele starsza od nich - i w dodatku znajoma ze szkoły;) Ale wszyscy bohatersko dali się osłuchać i mogłam obejrzeć ich migdałki i gardło;) Podsumowując: praktyki bardzo na plus. Sporo się dowiedziałam, badałam pacjentów, lekarz rodzinny też był bardzo w porządku.:)
Na zakończenie praktyk rodzinny kazał mi szybko wyjść za mąż i wybrać jakąś mało absorbującą specjalizację...:)
A teraz - wyjeżdżam na tydzień, a później - praca...:)
czwartek, 21 lipca 2011
Przedostatni dzień praktyk. I będzie mało o medycynie. Dziś lekarza rodzinnego odwiedziła koleżanka z podstawówki i gimnazjum. Z dwójką dzieci. Ma dwie córki -jedna ma dwa latka, druga cztery miesiące. Pierwszą urodziła jeszcze w technikum, drugą już po maturze. Początkowo miała sporo problemów, po pierwszym porodzie miała depresję poporodową. Mieszkała z teściami, nie mogła się z nimi dogadać. Teraz mieszka już sama z mężem i córkami - i widać, że jest szczęśliwa. Ma świetne córki - ładne, grzeczne... A ja? Ja przez najbliższe 4 lata będę się uczyć i spędzać każdą wolną chwilę na bloku (tak, wiem - sama tego chcę). Miłość, związki - to dla mnie kompletna abstrakcja. Lubię mężczyzn, dobrze się z większością dogaduję (z reguły lepiej niż z dziewczynami), ale... Lubię swoje życie i na razie nic nie zamierzam zmieniać:)
poniedziałek, 18 lipca 2011
Dziś dzień bilansów dzieci czteroletnich:) Oczywiście byli też inni pacjenci...
Znajomi opowiadają mi, jak u nich wyglądają takie badania profilaktyczne dzieci. Byłam zaskoczona, bo mój rodzinny wszystkich bardzo dokładnie zbadał, rozmawiał z rodzicami...
Poza tym osłuchiwałam pacjenta z migotaniem przedsionków, a pani z zapaleniem płuc jest już zupełnie zdrowa.
Dziś u lekarza spotkałam trzech czterolatków z wadami wrodzonymi nerek, wcześniej była też matka i córka - obie z wadami wrodzonymi serca oraz inni pacjenci z jakimiś wrodzonymi wadami. Coraz bardziej zaczynam doceniać to, że urodziłam zdrowa. Ale 6też zaczynam się zastanawiać, czy będę chciała mieć w przyszłości dzieci - nie chciałabym, żeby były chore...
Nardzo dużo się uczę na praktykach, ale zaczynam się zastanawiać, czy ich nie skończyć w tym tygodniu...:)
czwartek, 14 lipca 2011
Jako, że dojeżdżam na praktyki samochodem, musiałam go wreszcie zatankować:) Dodam tylko, że kierowcą jestem wybitnym - nie jeździłam od roku i pierwszego dnia musiałam pomyśleć, jak zapalić samochód:) A wracając do mojego pierwszego w życiu tankowania: wybrałam stację benzynową, gdzie nie ma samoobsługi, podjechała do dystrybutora i... okazało się, że wjechałam złą stroną - wlew paliwa znajduje się w innym miejscu, niż myślałam. Musiałam wycofać i wjechać z drugiej strony. Manewr się udał, ale nie mogłam sobie przypomnieć, jakie chcę paliwo:) A jak już się zdecydowałam i powiedziałam ile go potrzebuję, to nie zorientowałam się, że bak trzeba otworzyć kluczykiem. Następnie nie wiedziałam, gdzie mam portfel, a na zakończenie - samochód nie chciał ruszyć:) Pan ze stacji benzynowej bardzo dobrze się bawił:) A jeśli chodzi o mnie - "słodka idiotka" wydaje się trafnym określeniem:)
Praktyki jak zawsze bardzo udane -oglądałam zdjęcia rtg, wyniki badań, widziałam mieszkowe zapalenie migdałków i badałam węzły chłonne szyjne dziecka (były wielkości orzecha włoskiego!!). Chłopiec wczoraj miał zrobioną biopsję tych węzłów (niestety, w klinice hematologii podejrzewają ziarnicę złośliwą).
A jutro mam kolejny wolny dzień:)
Właśnie się zorientowałam, że ostatnio nie napisałam nic o praktykach, więc mi się teraz dni nie zgadzają;) Więc teraz w skrócie o wtorku: uczyłam się mierzyć tętno na stopie, dowiedziałam się sporo o chorobach autoimmunologicznych i poznała bardzo ciekawego pacjenta - chłopiec ma 6 lat, choruje cukrzycę i celiakię. Najdziwniejsze jest to, że obie choroby nie dawały typowych objawów i odkryli je "przypadkowo":)
poniedziałek, 11 lipca 2011
Pani z płatowym zapaleniem płuc przyszła do kontroli, okazało się, że jest już zdecydowanie lepiej, koniec z antybiotykim podawanym dożylnie, może zacząć jakiś w tabletkach.:)
Trochę kardiochirurgii: pacjentka z córką, obie po operacjach serca. Miały dwie zupełnie inne wady wrodzone serca. Obie operowane w dzieciństwie, matka dwa razy. Ale do dziś ma otwór w przegrodzie międzykomorowej i słychać szmer w sercu. Oczywiście mogłam ją osłuchać, chociaż przyszła tylko z córką do badania:)
Poza tym odwiedził nas przedstawiciel firmy farmaceutycznej:) I jeszcze dwuletni chłopczyk z podejrzeniem padaczki typu absence, kilka osób z problemami trawiennymi...
Może powinnam zostać pediatrą? Dzieciaki mnie naprawdę lubią:)
piątek, 08 lipca 2011
Wiem, jestem szczęściarą. Rozmawiam ze znajomymi z grupy/czytam blogi innych studentów i stwierdzam, że naprawdę mam niesamowite szczęście. Rodzinny próbuje mnie czegoś nauczyć. Dziś było mniej pacjentów, więc wytłumaczył mi, jak funkcjonuje gabinet, jak pisać zwolnienia, kartoteki, recepty itd. A poza tym był to dzień pod hasłem: "Wywiad to 80% rozpoznania". Dowiedziałam się mniej-więcej jakie zadawać pytania, jak dobrze zebrać wywiad, na co zwracać szczególną uwagę. Lubię słuchać, jak lekarz rozmawia z pacjentami - sama zaczynam myśleć o co jeszcze zapytać i jaką postawić diagnozę;)
Pacjentka, około 40 lat, od dłuższego czasu kaszle. Leczyła się u pulmunologa: najpierw stwierdził, że to astma, później POChP, później jeszcze coś innego. Leki nie pomagały, w końcu rodzinny stwierdził, że to może być reflux żołądkowy. I rzeczywiście tak było - wcześniej leczyli niewłaściwe choroby...
Lekarz pyta, czy chcę jeszcze przychodzić w przyszłym tygodniu... No pewnie, że chcę:)
czwartek, 07 lipca 2011
Dopiero trzeci dzień praktyk, ponieważ mam wolne środy:) Ale oczywiście liczą mi się jako normalny dzień praktyk:) W dodatku 3,5 godziny liczy mi się jako 7;). W sumie bardzo lubię szpitale, gabinety itd. i mogłabym spędzać tam naprawdę dużo czasu, ale mam pracę na sierpień i wrzesień, więc jedyne wakacje jakie mam są teraz. Przed godziną 13 - praktyki, a całe popołudnia wolne:)
I mój rodzinny jest naprawdę świetny - siedzę sobie u niego w gabinecie, nie rejstruję pacjentów (rodzinny ma swój gabinet, nie pracuje w przychodni). Nie muszę uzupełniać dokumentacji, pisać skierowań, recept itd, tylko badam pacjentów. Mierzę ciśnienie, osłuchuję, opukuję, oglądam błonę bębenkową za pomocą otoskopu, oglądam migdałki, gardło, narośla, kurzajki, rany pooperacyjne (przed wyciąganiem szwów)... I lekarz (wbrew temu, co myślałam wcześniej) jest naprawdę niezły - opowiedział mi o syntezie leukotrienów (ja tego nie pamiętam, a przecież uczyłam się tego na egzamin z biochemii), podaje różne szczegóły anatomiczne, tłumaczy mi, jak przeprowadzić podstawowe badania, opisuje działanie nietórych leków. Wiem już, jakie leki może przepisać rodzinny, a jakie specjalista, jakie antybiotyki może otrzymać kobieta w ciąży:)
Z dzisiejszych ciekawszych przypadków:
1. Pacjentka, około 60 lat, chorująca na astmę, od niedzieli czuje się źle, ma bóle mięśni, kości itd, szczególnie po stronie prawej na granicy brzucha i klatki piersiowej. Dodatkowo duszności, kaszel z ropną plwociną, stan podgorączkowy. Okazało się, że pani ma zaplenie płatowe płuc - dokładniej zapalenie płata dolnego płuca prawego. I przy osłuchiwaniu słyszałam bardzo wyrażnie trzeszczenia. Osłuchiwałam pacjentkę chyba 5 minut:)
2. Pacjent, około 40 lat, z ropniem pod (około) migdałkowy. Wyglądał mniej-więcej tak:

Bardzo ciekawe są te praktyki:) A może zamiast kardiochirurgiem powinnam zostać lekarzem rodzinnym?:)
wtorek, 05 lipca 2011
Niestety(?) w ciągu najbliższego miesiąca będę pisała tylko i wyłącznie o praktykach i to chyba dość sporo:)
Dziś był dzień pacjentów "panie doktorze, proszę o skierowanie na fizjoterapię lub do specjalisty", żadnych przeziębień, zapaleń w obrębie jamy ustnej (wczoraj były trzy).
Pacjent pierwszy: chłopiec, lat 4, kilka dni temu upadł i uszkodził narośl na skórze. Mama myślała, że to kurzajka, więc się wcześniej tym nie zainteresowała. Po tym uderzeniu narośl ma średnicę około 1 cm, sączy się z niej płyn. Chłopiec dostał skierowanie do onkologa z podejrzeniem brodawczaka.
Pacjentka nr 2: kobieta, około 40 lat, chora na reumatoidalne zapalenie stawów (po pięciu latach nastąpiła reemisja choroby). Pacjentka leczy się dodatkowo u endokrynologa z powodu niedoczynności tarczycy - ale od pół roku nie przyjmuje hormonów, bo poziom hormonów wrócił do normy. Skarży się również na niski poziom cukru we krwi - np. po obfitym posiłku jest to max. 70. Od kilku miesięcy tyje, mimo tego, że ciężko pracuje i nie je zbyt dużo. Ma typowe objawy hipoglikemii- zimne poty, osłabienie senność. Pacjentka otrzymała skierowanie na podstawowe badania, hormony + krzywą cukrową, skierowanie do reumatologa, diabetologa i endokrynologa, skierowanie na zabiegi fizjoterapeutyczne. Ciekawa pacjentka, mam nadzieję, że zgłosi się w ciągu miesiąca z wynikami badań. Póki co, podejrzewamy obecność guza produkującego insulinę w niekontrolowany sposób.
Mówiłam, że u rodzinnego będzie nudno i będą przychodziły tylko starsze panie, którym się nudzi i dzieciaki z anginą? Nie, jest zdecydowanie ciekawiej:)
poniedziałek, 04 lipca 2011
Praktyki u lekarza rodzinnego pewnie nie będą niesamowicie interesujące, ale mam nadzieję, że nie będzie aż tak źle, jak myślałam. Pierwszy dzień była całkiem przyjemny. 3 godziny, 9 pacjentów - lekarz u którego mam praktyki ma dwa gabinety, ja przychodzę tylko do jednego, więc zawsze kończę przed godziną 13:00:).
Pierwsza pacjentka - ośmioletnia dziewczynka z zapaleniem górnego odcinka układu oddechowego. Nie chciała rozmawiać z lekarzem, ale jej mama zaproponowała, żeby porozmawiała z "panią doktor";) No i przprowadziłam swój pierwszy w życiu wywiad z pacjentem... Co z tego, że pacjentka miałam osiem lat, i tak było fajnie;)
A później przyszedł 25 letni chłopak z mamą i... to ona mówiła, co go boli a on się prawie nie odzywał:) Na koniec tylko stwierdził, że z chęcią przyjdzie na kontrolę w piątek (chociaż nie jest to konieczne:P).
Z ciekawszych przypadków: pan z urazem czaszki. Pracował na budowie (w sobotę!!!) i jakaś belka spadła na jego głowę, strcił przytomność, przez kilka minut nie był w stanie się poruszyć. Ale nie chciał zadzwonić po pogotowie, ani jechać na SOR, więc po dwóch dniach przyszedł do lekarza rodzinnego, bo nadal go boli głowa i kark, ma zawroty głowy i mrowienia w dłoniach. Dostał skierowanie na rtg i do ortopedy w trybie pilnym...:)
A poza tym - stany zapalne gardła, oskrzeli, tchawicy, zatok i jamy ustnej. Dwóch pacjentów przyszło tylko "po receptę" lub jakieś zaświadczenia. Dobrze, że mam stetoskop - osłuchuję wszystkich, dziś nawet znalazłam ładne trzeszczenie ( a może świsty?) w płucach.
I nawet jeśli będę tylko oglądać migdałki i osłuchiwać przez cały najbliższy miesiąc to i tak będzie to ZDECYDOWANIE CIEKAWSZE niż nauka biochemii.
niedziela, 17 kwietnia 2011
Dziwny dzień... Przypomniałam sobie dziś o pani WR. Poznałam ją w czasie praktyk wakacyjnych na internie. Chorowała na włóknienie szpiku. W momencie, gdy trafiła do szpitala była po chemii, ale czuła się stosunkowo dobrze. Pamiętam ją tak dobrze, ponieważ trafiła do szpitala dzień po tym, jak zaczęłam praktyki, a z zakończeniem praktyk czekałam do jej śmierci. Pacjentka miała około 60 lat, była samotna. Niesamowicie sympatyczna kobieta - zawsze rano przychodziłam się przywitać, po południu po zakończeniu dyżuru też zawsze ją odwiedzałam. Miała znacznie powiększoną wątrobę i śledzionę (co dla tej choroby jest charakterystyczne) - sięgały aż do kości miednicy. Jej stan stopniowo się pogarszał, miała przetaczaną krew kilka razy tygodniowo. Po pięciu tygodniach pobytu na oddziale zmarła. Przez dwa ostatnie tygodnie życia była zupełnie nieświadoma, mimo stosowania bardzo dużych dawek leków przeciwbólowych bardzo cierpiała. Przez te dwa tygodnie nieprzerwanie jęczała z bólu. To był straszny, przerażający widok. Czasem siedziałam przy niej trzymając ją za rękę. Nie chciałam, żeby umierała w samotności. Pewnego dnia przyszłam rano do szpitala, chciałam się z nią przywitać, a okazało się, że izolatka, w której leżała jest pusta. Umarła dzień wcześniej, tuż po moim wyjściu. To był jedyny moment, kiedy płakałam podczas praktyk. Ogólnie byłam twarda i starałam się nie okazywać emocji na oddziale - robiłam to dopiero po przyjściu do domu. Tego dnia płakałam jak małe dziecko - nie byłam w stanie ukryć emocji. Teraz staram się nie przywiązywać do pacjentów, bo wiem, że gdy umierają to bardzo boli. Ale te wakacyjne praktyki bardzo dużo mnie nauczyły. Do dziś pamiętam mnóstwo twarzy, nazwisk, nawet potrafię powiedzieć, kto leżał na której sali i na co chorował. A pierwszego pacjenta, który umarł podczas moich praktyk zapamiętam do końca mojego życia.
|
|