Z życia studentki medycyny.

Wpisy z tagiem: kardiochirurgia

czwartek, 08 grudnia 2011

Tytuł - to o mnie. Od pięciu miesięcy próbuję znaleźć coś, co będzie dawało mi szczęście i satysfakcję. Chyba się zakochałam, staram się dbać o relacje ze znajomymi, staram się żyć, a nie tylko studiować... To wszystko jest fajne, ale od dawna nie byłam tak szczęśliwa jak dziś. Dlaczego? Bo byłam na bloku i szyłam pacjenta. Fartuch, rękawiczki, imadło, szew i pacjent - to dla mnie pełnia szczęścia. M. dziś powiedział, że ładnie szyję - a nie robiłam tego od maja... Chociaż mam problem z dociąganiem szwów, ale to już inna sprawa.

Jedno jest pewne - WRÓCIŁAM. Mam nadzieję, że na moim blogu (i w moim życiu) znów będzie mniej depresyjnie, a bardziej kardiochirurgicznie:)

20:00, marzycielka_mm
Link Komentarze (4) »
piątek, 20 maja 2011

Wikipedia o prokrastynacji:

Prokrastynacja lub zwlekanie (z łac. procrastinatio – odroczenie, zwłoka) – w psychologii: patologiczna tendencja do nieustannego przekładania pewnych czynności na później, ujawniającą się w różnych dziedzinach życia.

Zdiagnozowałam u siebie prokrastynację. To pewne. W czwartek miałam przedtermin z fizjo i... nie zdecydowałam się, żeby zdawać ten egzamin. Przełożyłam go na sesję (bez konsekwencji, oczywiście). Wszystko przekładam na później. A później wcale nie będzie łatwiej.

---

Wiecie, czym różni się kolega od przyjaciela? Kolega/koleżanka daje mnóstwo rad i próbuje podejmować za mnie decyzję. Przyjaciel mnie wysłucha, zada kilka pytań, pomoże wszystko poukładać. Zaakceptuje każdą moją decyzję. Jeśli uważa, że jest niewłaściwa, powie o tym. Ale NIGDY NIE PRÓBUJE PODEJMOWAĆ DECYZJI ZA MNIE!!! Często, gdy nie wiem co mam zrobić muszę o wszystkim komuś opowiedzieć i wtedy potrafię to sobie jakoś poukładać. I już wiem, co mam zrobić. Czasem chciałabym, żeby ktoś decydował zamiast mnie. Ale tak naprawdę, to nie żałuję tych decyzji, które podjęłam samodzielnie. Z innymi jest różnie...

---

Rozmowa z kardiochirurgiem, który właśnie kończy specjalizację (przed operacją):

I: Chciałabyś w przyszłości zostać kardiochirurgiem?

Ja: Niewiem. Bardzo mi się to podoba, ale to się może jeszcze zmienić.

I: Kardiochirurgia to nie jest specjalizacja dla kobiet. Kardiochirurgia to nie jest w ogóle specjalizacja dla normalnych ludzi. Całe życie spędzam w pracy. Wczoraj skończyłem operować o 23:00, a dziś o 8:00 zaczynam kolejny zabieg. Jestem niewyspany, zmęczony i nie mam zupełnie czasu wolnego. Operacje serca to ciężka fizyczna praca. A poza tym - nie nalepiej płatna. Mam mnóstwo dodatkowych dyżurów w pogotowiu. Mam świetne dzieci, ale nie mam dla nich czasu, bo ciągle jestem poza domem.  A np. dermatolog nie wie połowy tego co ja, nie ratuje ludzkiego życia, przyjmuje kilka godzin dziennie w prywatnym gabinecie, a zarabia znacznie więcej. A to ja muszę podejmować decyzje od których zależy ludzkie życie. Kardiochirurgia to zdecydowanie nie jest specjalizacja dla normalnych ludzi.

Ten sam lekarz, w czasie operacji:

I (sprawdzając drożność by-passów): Może i kardiochirurgia jest beznadziejna, ale ja to kocham. Nie porafiłbym bez tego żyć. Bo mam świadomość, że robię coś, co ma sens i naprawdę pomagam innym. (Patrząc na szczęście w moich oczach - bo nic innego nie można zobaczyć, jak się ma założony czepek i maseczkę;)). Ty chyba rozumiesz, o czym mówię...

Tak, zdecydowanie wiem. Nieważne, jak coś jest ciężkie, trudne... Jeśli się to kocha, to warto wiele dla tego poświęcić...

20:56, marzycielka_mm
Link Komentarze (5) »
sobota, 07 maja 2011

Od dłuższego czasu nic nie pisałam. To naprawdę dziwne, bo staram się regularnie zaglądać na bloga. Ale miałam BARDZO długi weekend, byłam w domu i poza nauką fizjologii, świąteczno-weekendowymi spotkaniami z rodziną i znajomymi, odpoczywałam:) Już zapomniałam, jak to miło czasem nic nie robić i o niczym nie myśleć.

W środę przyjechałam z domu (ośmiogodzinna podróż pociągiem - szaleństwo^^) i od razu odwiedziłam blok operacyjny. I widziałam naprawdę ciekawe zabiegi, przy niektórych mogłam nawet trochę pomóc:). Po raz pierwszy obserwowałam operację dziecka... Miało 5 miesięcy i ubytek w przegrodzie międzykomorowej. Jestem naprawdę zafascynowana kardiochirurgią dorosłych, ale kardiochirurgia dziecięca jest jeszcze bardziej niesamowita. Często operuję się wcześniaki, które ważą mniej niż kilogram. Praca kardiochirurgów dziecięcych wymaga tak niesamowitej precyzji... Jeden niewłaściwy ruch, jedno niewłaściwe cięcię i pojawiają się ogromne problemy. Operacje serca u dorosłych też są trudne i skomplikowane i wymagają ogromnych umiejętności, ale operacje dzieci są jeszcze trudniejsze... Ale jakże potrzebne.

Kolejna operacja - bypassy u kobiety, która miała ponad 80 lat, cukrzycę, miażdżycę i spore problemy neurologiczne. Operacja się udała, ale bardzo możliwe, że pojawią się komplikacje po tym zabiegu. Rehabilitacja po zabiegach kardiochirurgicznych jest naprawdę bardzo długa, a dla starszych pacjentów jeszcze bardziej uciążliwa. Pacjentka potrzebowała tej operacji, bo miała znaczne zwężenia zarówno prawej, jaki i lewej tętnicy wieńcowej. Skoro lekarze zdecydowali się na przeprowadzenie tej operacji, to musieli stwierdzić, że korzyści są większe niż ryzyko związane z tym zabiegiem. Oczywiście pacjentka i jej rodzina zostali poinformowani o zagrożeniach związanych z samą operacją, o możliwych powikłaniach i o czekającej ją rehabilitacji. Zdecydowali, że chcą, aby operacja się odbyła. Ale czy słusznie? Czy ta operacja może wydłużyć jej życie lub poprawić jego jakość? A może po tak ciężkiej operacji będzie miała problem z rehabilitacją i powrotem do wcześniejszej sprawności? Sama nie znam odpowiedzi na te pytania... A jakie jest Wasze zdanie w tej sprawie? Czy pacjentów wa takim wieku należy operować? A może należy robić to tylko w stanach bezpośreniego zagrożenia życia?

21:44, marzycielka_mm
Link Komentarze (4) »
środa, 20 kwietnia 2011

Widziałm operację zamknięcia otworu owalnego u... dorosłego pacjenta. Dla niezorientowanych: otwór owalny znajduje się ścianie pomiędzy przedsionkami serca, ale tylko u płodów. Umożliwia mieszanie się krwi w małym i dużym obiegu. Tuż po urodzeniu otwór ten się zamyka, ponieważ płuca rozpoczynają pracę i zmieniają się wartości ciśnień. Czasem zdarza się, że otwór się nie zamyka lub zamyka się niecałkowicie i wtedy zaczynają się problemy. Byłam pewna, że takie wady wykrywa się zawsze u małych dzieci, ale okazuje się, że niekoniecznie. Można przeżyć całe życie z otwartym otworem owalnym i tego nie zauważyć:) Ludzki organizm mnie zadziwia - ma naprawdę spore możliwości przystosowawcze.

Czas rozpocząć pakowanie... Bo jutro wracam do domu. Ostatnio byłam w domu podczas ferii, więc już naprawdę tęsknię:)

23:31, marzycielka_mm
Link Komentarze (4) »
sobota, 09 kwietnia 2011

Kardiochirurgia to magia. Moment, kiedy dotykam bijącego serca. Moment, kiedy po defibrylacji serce zaczyna odpowiednio pracować. To jest magia. Takie momenty sprawiają, że zapominam o wszystkim, o problemach, zmęczeniu. Zapominam i na nowo odkrywam, że kocham to, co robię. To niewypowiedziane uczucie. Już nie chodzę na operacje dlatego, że chcę komuś coś udowodnić, ale dlatego, że nie potrafię bez tego żyć.

 

Z niewyjaśnionych powodów dziś ciągle słucham tej piosenki:

I jeszcze tekst:

Szliśmy do siebie ty i ja
A drogi nasze wciąż mroczne były
Lecz znalazł się ktoś
I pomógł nam się spotkać
Wśród zielonej naszej równiny

Wyszliśmy piękni dla siebie

I tacy zadziwieni
Nasze serca gorące
Bić równo zaczęły
Jakby same tylko były na Ziemi

A przecież mogłem być

Przed twoją erą
A przecież mogłaś być
Przed moją erą

Zbiegliśmy razem ty i ja

Z gór ośnieżonych w ciepłą dolinę
Kto tak dobry był
I pomógł nam się spotkać
W tej oszalałej gęstwinie

Wyszliśmy nadzy dla siebie

Z nocy na światło dzienne
Nasze zegarki ślepe
Chodzić nagle zaczęły
O jednej i tej samej godzinie

A przecież mogłem być

Przed twoją erą
A przecież mogłaś być
Przed moją erą

Smutne jest to, że ja nie mogę nikomu zadedykować tej piosenki... Czy ja jestem zupełnie niezdolna do jakichkolwiek uczuć?



czwartek, 07 kwietnia 2011

Kolejne kilka godzin spędzone na kardiochirurgii. Ale dziś wyjątkowo nie na bloku operacyjnym, tylko na oddziale. W sumie nie robiłam nic szczególnego, spektakularnego, ale i tak było bardzo przyjemnie. Większość osób chciałaby od razu operować, ciąć, szyć itd... A ja jestem bardzo zadowolona z dzisiejszego dyżuru - pobierałam krew, zrobiłam gazometrię, opatrunki, wyciągałam elektrody z serca, robiłam ekg, mierzyłam poziom cukru we krwi. To wszystko wydaje się takie proste i banalne. Ale jeśli nie robi się tego często, to dużo rzeczy się zapomina. A są sytuacje, w których trzeba np. pobrać krew samodzielnie i szybko... i w tym momencie znaczna część studentów (lekarzy pewnie też) będzie miała problem. Z umiejętnościami praktycznymi jest tak - nie wystarczy wiedzieć, jak coś się robi lub zrobić to kilka razy w życiu i myśleć, że się to już potrafi zrobić, ale trzeba ćwiczyć, ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć.

Pamiętam, jak pierwszy raz lekarze kazali mi wyciągnąć elektrody z serca - byłam przerażona. (W czasie operacji kardiochirurgicznych na powierzchnię serca wszywa się elektrody, które wyglądają jak nitka z metalowym zakończeniem. Jeden koniec tej nitki wszyty jest na sercu, drugi przebija skórę pod mostkiem. Jeśli pacjent ma problemy z odpowiednią pracą serca po operacji to można stymulować serce dzięki tym elektrodom). W sumie wyciąganie elektrod jest bardzo proste i teraz już nie mam z tym problemu, ale to dlatego, że zrobiłam to już kilka razy. A taka umiejętność może być przydatna. Przykład: jednego z pacjentów po operacji mają przewieść do innego szpitala, ale nie chcą jeszcze usuwać elektrod. Więc ordynator musiał obiecać, że przyjedzie do tamtego szpitala, żeby usunąć te elektrody, bo lekarze z tamtego szpitala nie wiedzą, jak to zrobić:)

To przypomna mi trochę historię, którą opowiadał ostatnio jeden z anestezjologów. Został wezany na oddział okulistyczny, żeby... rozcewnikować pacjenta. Wyciągnąć cewnik potrafi każda pielęgniarka, pewnie każdy student i tak naprawdę potrafiłaby to zrobić osoba zupełnie z medycyną niezwiązana. Ale pani okulistka stwierdziła, że musi to zrobić szef anestezjologów, bo to przecież jest BARDZO SKOMPLIKOWANY ZABIEG!!!

A jutro - blok operacyjny:) Nie mogę się już doczekać:) Ubieram "zielony mundurek^^", czepek, maseczkę i... jestem szczęśliwa:)

Kolega ostatnio zapytał, czy ja jeszcze studiuję:) Bo z moich opoieści wynika, że ja lepiej znam plan zabiegów na najbliższe dni niż mój plan zajęć:) I spędzam cały swój czas na oddziale, a nie na zajęciach. Więc informuję - ja nadal studiuję, mam nawet ambitny plan, żeby pójść na dzisiejszy wykład z higieny:)

15:51, marzycielka_mm
Link Komentarze (1) »
czwartek, 31 marca 2011

Wczoraj wróciłam z bloku operacyjnego o 23, a dziś pojechałam do szpitala o 7:30... i przed chwilą wróciłam. Z każdą chwilą coraz bardziej kocham kardiochirurgię. Kocham atmosferę bloku. To zupełnie inny świat - świat, który jest mój, w którym się dobrze odnajduję...

Dziś widziałam niesamowitą operację - tętniaka aorty wstępującej i łuku aorty. Dla niezorientowanych: aorta to największe naczynie krwionośne w organizmie człowieka. Za pośrednictwem aorty krew z serca rozprowadzana jest do mniejszych tętnic, a następnie wszystkich tkanek. Podczas tej operacji chirurdzy stosowali krążenie pozaustrojowe - serce nie pracowało, zastępowała je spacjalna maszyna. Przez 20 minut krew nie krążyła w obrębie jamy brzusznej i kończyn dolnych, a przez 3 również w obrębie mózgu. Pacjentka została chłodzona do 23 stopni ( chłodzona była jej krew, a dodatkowo jej głowa została obłożona lodem). Chirurdzy wycięli fragment aorty i wszyli protezę. Zabieg trwał ponad 6 godzin, ale moim zdaniem był niesamowity. Nie było komplikacji i pacjentka jest aktualnie w dobrym stanie... Dla takich chwil mogę zrezygnować ze swojego czasu wolnego i każdą chwilę spędzać na oddziale kardiochirurgii:)

Maiałam zamiar znów jutro rano pojechać na blok, ale chyba nie jestem w stanie - jestem niesamowicie zmęczona, bolą mnie nogi i chyba złapałam jakąś infekcję. Więc jutro będę się leczyła, a w sobotę może uda mi się zobaczyć znów coś ciekawego.

Jedno jest pewne: dla takich chwil warto żyć!

22:34, marzycielka_mm
Link Dodaj komentarz »
sobota, 26 marca 2011

Jakoś nie miałam czasu wcześniej opisać tego, co się wydarzyło na ostatnim dyżurze na bloku operacyjnym. Po raz pierwszy umyłam się do zabiegu. W chirurgii ogólnej studenci częstotrzymają haki itd, ale w kardiochirurgii nie ma haków. Więc jeśli się myjesz do zabiegu, to znaczy, że coś ciekawego robisz... Ja w sumie trochę szyłam, pomagałam preparować żyłę... Niby nic szczególnego, ale było naprawdę fantastycznie... Przez ostatnie dwa tygodnie spędzałam tam każdą wolną chwilę, więc jest mi niesamowicie miło, że zauważyli moje zaangażowanie. I w czasie tego zabiegu, do którego się umyłam naprawdę mnóstwo rzeczy mogłam się nauczyć:) Oby tak dalej...:)

Dodam tylko, że czeka mnie ciężki tydzień, jestem zmęczona, niewyspana, ale szczęśliwa i zmotywowana do pracy. Zamierzam powtórzyć dokładnie anatomię serca - bo na bloku zaczynam dostrzegać swoje braki.

22:07, marzycielka_mm
Link Komentarze (2) »
czwartek, 24 marca 2011

Jestem zmęczona. Oczy same mi się zamykają, palce odmawiają posłuszeństwa, ale - jestem berdzo szczęśliwa... Wczoraj byłam na jednym zabiegu, dziś - na dwóch. Lubię blok operacyjny, to taki zupełnie inny świat. Świat, z odrębnymi zasadami. Miejsce, gdzie ratuje się zycie ludzi, a z drugiej strony czasem jest zabawnie i wesoło. Wszystko zależy od tego, kto operuje. Niektórzy kardiochirurdzy wprowadzają bardzo nerwową atmosferę, inni żartują, śmieją się... Ostatnio bardzo lubię zabiegi, które przeprowadza CA. Ca jest młodym kardiochirurgiem, chyba jeszcze w czasie specjalizacji. Początkowo wydawało mi się, że jest niemiły, odnosi się do studentów z dużym dystansem i nie chciałam chodzić na zabiegi, które on przeprowadza. Ale okazało się, że nie jest tak źle - jest na drugim miejscu wśród moich ulubionych lekarzy:) Operuje szybko, ale też bardzo dokładnie, czaasem zdarza mu się złościć na personel, padają średnio przyjemne słowa, ale to naprawdę bardzo rzadko. Najczęściej na wszystkich zabiegach, które on przeprowadza jest bardzo wesoło...

Zaczynam sięjuż wkręcać w ten "chirurgiczny świat". Dwa tygodnie temu nie wiedziałam, jak się zachować na bloku, nie wiedziałam czego mogę dotykać, a czego nie... A dziś znam nazwy większości narzędzi, przebieg najczęściej wykonywanych operacji. Wiem, kiedy chirurdzy fiksują, klemują, wentują:) Ostatnio trafim też na bardzo miłych anestezjologów, którzy uczą jak intubować, zakładać różne wkłucia. Kocham, bardzo kocham ten chirurgiczny świat.

Dzisiejsza sytuacja z bloku. Pacjent do bypassu LIMA->LAD (ostatnie wykład poświęciłam, żeby się tych wszystkich skrótów nauczyć:P). W sumie sam zabieg nie była jakiś bardzo ciekawy, ale wczesniej się sporo działo. Anestezjolog próbował założyć cewnik do cewki moczowej, okazało się, że pan ma jakieś zwężenie w cewce, więc nawet cewnik o bardzo małej średnicy nie chciał przez to zwężenie przejść. Anestezjolog próbował kilku swoich sprawdonych sposobów, aż w końcu stwierdził, że trzeba wykonać wkłucie nadłonowe (zamiast wprowadzić cewnik przez cewkę, to nakłuwa się powłoki brzuszne nad spojeniem łonowym i w ten sposób wprowadza cewnik). Pierwsza próba - nieudana. Stwierdzili, że trzeba sprawdzić za pomocą USG, czy pacjent nie zmienionego położenia pęcherza moczowego. Okazało się, że nie, więc już druga próba była udana... Pierwszy raz widziałam takie wkłucie i pewnie będę musiała trochę poczekać na kolejne - podobno nie zdarza się to zbyt często.

A teraz - czas spać... Bo jutro o 7:30 zamierzam być na bloku operacyjnym:) Ale mam nadzieję, że tym razem trafię na jakiś inny zabieg, nie bypassy, bo to już zaczyna mnie nudzić...

21:53, marzycielka_mm
Link Dodaj komentarz »
sobota, 19 marca 2011

Sobotni wieczór. A ja zamiast spędzać czas ze znajomymi uczę się iluśtam czynników biorących udział w kaskadzie krzepnięcia krwi. W zasadzie, to powinnam się uczyć, ale zdecydowanie nie mam na to ochoty. Więc pomyślałam... napiszę coś! Mogłabym pisać pamiętnik, ale... mając wybór - klawiatura lub długopis, wybieram klawiaturę:)

Jestem najszczęśliwszą osobą na świecie. I to wcale nie dlatego, że wszystko mi się udaje, jestem piękna, mądra i bogata... Nie! Jestem szczęśliwa, bo robię to co kocham. I mam marzenia, które staram się spełniać, plany, które próbuję realizować:)

Kocham medycynę... Kocham swoje studia... Chociaż studiując na drugim roku, nadal uczę się różnych dziwnych rzeczy, które z medycyną mają bardzo mało wspólnego. Dla mnie to jest pewien etap, który muszę przejść, żeby zacząć się uczyć tego, co naprawdę mi się podoba. W przyszłości chcę być lekarzem. A właściwie lekarką:) Dobrą lekarką. Najlepiej kardiochirurgiem (dlaczego to słowo nie ma żeńskiego odpowiednika?!). O mojej fascynacji (zupełnie nowej, bo trwającej od dwóch tygodni) pewnie jeszcze nieraz będę pisać, ale chyba muszę opowiedzieć, jak to się zaczęło...

Dawno, dawno temu.. A dokładniej w październiku znajomi zapisali się do studenckiego koła naukowego z kardiochirurgii. Ja, będąc wrogiem wszystkiego, co z chirurgią jest związane postanowiłam zapisać się razem z nimi:) Właściwie tylko dlatego, że brakowało mi kontaktu z prawdziwą medycyną. A poza tym w kole zawsze pisze się jakieś prace itd. Wiadomo, to może się w przyszłości przydać... Przez kilka miesięcy chodziłam na dyżury na oddziale, omijając blok operacyjny szerokim łukiem. Prawda jest taka, że dziewczyny nie są mile widziane na kardiochirurgii. Ogólnie chirurgia to taka bardziej męska specjalizacja, a kardiochirurgia - to taki mały, męski, zamknięty świat. Przykład? Proszę bardzo: na oddziale, na którym miałam te dyżury nie było ani jednej kobiety-kardiochirurga. Sami mężczyźni. Więc dziewczyny, które przychodzą na oddział są dziwnie traktowane. Niby wszystko jest ok, ale... dziwne żarciki, pobłażliwe traktowanie... Wiadomo -według nich kobieta może zostać kardiologiem, nie kardiochirurgiem. Dodatkowo dziewczyny niechętnie są zapisywane na dyżury na blok operacyjny... I ta sytuacja sprawiła, że ja - absolutny wróg chirurgii - postanowiłam pójść na blok operacyjny. Mnóstwo strachu, stresu, niepewności. Ale widok otwartej klatki piersiowej, bijącego serca, pierwsza defibrylacja - niezapomniane. Zakochałam się. Od pierwszego wejrzenia, można powiedzieć. Okazuje się, że nawet zapach elektrokoagulacji mi nie przeszkadza:) Pokochałam kardiochirurgię po pierwszej operacji, jaką zobaczyłam. Wiem, że trudno dostać się na taką specjalizację. Wiem, że może wcale mi się to nie udać. Wszystko to wiem. Ale uważam, że warto mieć marzenia. I warto spełniać te marzenia, a nie tylko siedzieć i czekać, aż coś "samo się stanie"!