|
niedziela, 11 grudnia 2011
czwartek, 08 grudnia 2011
Tytuł - to o mnie. Od pięciu miesięcy próbuję znaleźć coś, co będzie dawało mi szczęście i satysfakcję. Chyba się zakochałam, staram się dbać o relacje ze znajomymi, staram się żyć, a nie tylko studiować... To wszystko jest fajne, ale od dawna nie byłam tak szczęśliwa jak dziś. Dlaczego? Bo byłam na bloku i szyłam pacjenta. Fartuch, rękawiczki, imadło, szew i pacjent - to dla mnie pełnia szczęścia. M. dziś powiedział, że ładnie szyję - a nie robiłam tego od maja... Chociaż mam problem z dociąganiem szwów, ale to już inna sprawa. Jedno jest pewne - WRÓCIŁAM. Mam nadzieję, że na moim blogu (i w moim życiu) znów będzie mniej depresyjnie, a bardziej kardiochirurgicznie:)
poniedziałek, 28 listopada 2011
Ciekawa sprawa... Zdałam test z EKG, zaliczyłam interpretację EKG, ale - jednej małej kartkówki z EKG nie mogę zaliczyć, poprawiam ją i poprawiam i końca nie widać... Byłam dziś na kardiochirurgii, na dyżurze. Po raz pierwszy od maja. Wyjątkowo na oddziale pooperacyjnym, nie na bloku. Zawsze było tam BARDZO nudno, ale nie dziś;) Od dwóch tygodni leży tam pacjent z otwartą klatką piersiową(!!!). Doszło do zakażenia, mnóstwo powikłań się pojawiło i nie mogą zamknąć pacjenta, tylko leży ze specjalnym drenem ssącym i gąbką na klatce piersiowej. Poza tym wczoraj zrobili mu tracheotomię, a dziś rtg płuc pokazało duże zacienienie na obszarze prawego płuca. Zastanawialiśmy się (tak, ja też;)) co to jest - niedodma czy płyn w opłucnej. Okazało się, że i jedno i drugie:) Anestezjolog zaproponował mi, żebym założyła samodzielnie drenaż do opłucnej;) Odmówiłam - nigdy nie widziałam na żywo, jak to się robi, a poza tym - wątroba pacjenta sięgała do około piątego żebra o.O. W kolejnym tygodniu idę na blok, koniecznie:) Pediatria. Przerażający przedmiot. Czasem interesujący - widziałam ostatnio dzieci z chorobą Kawasaki, dziecko z zespołem DiGeorge'a, dziecko z chorobą Schönleina-Henocha. Ale - niektóre dzieci spotykam na oddziale już od początku semestru. Rozmawiałam dziś z jedną pacjentką i mówiła, że od dziesięciu lat żyje głównie w szpitalach. Raz zdarzyło się jej spędzić rok w szpitalu (z kilkoma bardzo krótkimi epizodami w domu). Poza tym - boję się badać takie maleństwa - dziś opukiwałam małą pacjentkę - ale... jak to zrobić poprawnie, jeżeli moje palce są grubsze niż jej przestrzenie międzyżebrowe? I ostatnie. Byłam ostatnio w operze na "Nabucco". Fenomenalnie było:)
niedziela, 20 listopada 2011
Nieogarnięcia stan krytyczny. Diagnoza jest, ale jak to leczyć? Napiszę coś więcej, jak tylko uporam się z tym syfem, który sama sobie urządziłam. 5 kół/zaliczeń/kartkówek/odpowiedzi w dwa dni - misja na poniedziałek i wtorek...
czwartek, 17 listopada 2011
czwartek, 10 listopada 2011
Niby długi weekend, niby jestem u koleżanki i jest bardzo fajnie, ale towarzyszy mi świadomość, że kolejny tydzień będzie chyba najtrudniejszym tygodniem na trzecim roku (oby takich nie było częściej). A dlaczego będzie tak trudno? Należy zadać pytania - z czego ja nie będę miała kolokwium/nie będę pytana. Odpowiedź brzmi - takich zajęć w tym tygodniu nie ma...:( Mówiłam, że nie wrócę już na kardiochirurgię, ale... obiecałam szefowi koła, że oprowadzę kilka nowych osób, czeka mnie więc kilka dyżurów w najbliższym czasie. Może uda mi sie nie zakochać na nowo w kardiochirurgii... Mówi się, że "serce nie sługa", serce prowadzi nas do różnych szalonych rzeczy, komplikuje nam życie... Jeśli to prawda, to ja jestem patologiczna - moje serce jest jak najbardziej w porządku - jest zupełnie rozsądne. Gorzej z umysłem - on jest absolutnie pozbawiony rozsądku, wymyśla zupełnie nierealne rzeczy i każe mi w nie wierzyć... Ja jednak wolę słuchać rozsądnego głosu, czyli...serca:)
piątek, 04 listopada 2011
Czas na krótkie podsumowanie pierwszego miesiąca na trzecim roku. Ogólnie - nie podoba mi się. Pediatria jest nudna, immunologia jeszcze nudniejsza. Mikrobiologię lubię tylko ze względu na prowadzącego, patomorfologia jest ciekawa tylko wtedy, gdy trafimy na sekcję zwłok (a udało się to tylko raz). Diagnostyka jest przedmiotem najgorszym, jaki miałam do tej pory i jedynie interna jest ciekawa. A patofizjologia - nudna i póki co nie zaliczyłam żadnych ćwiczeń... Przyznaję, że nie uczyłam się zbyt dużo w październiku (żeby nie powiedzieć - w ogóle się nie uczyłam). Kilka kolokwium udało mi się zdać, ale kartkówki z patofizjologii są dla mnie nie do zdania... Walczę z przeziębieniem, bólem ucha i potworną ochotą, żeby spać, spać i spać - i nie wychodzić w ogóle z łóżka... Czasem nawet to uskuteczniam - i efekty są takie, że wykorzystałam już większść nieobecności, które miałam w tym semestrze do wykorzystania. Długi weekend spędziłam ze znajomymi w Bieszczadach - było genialnie:) Spotkałam się tam też z "moją wielką miłością" - i okazało się, że jednak już nie jestem zakochana... Wystarczyło pół roku, żeby rozsądek zwyciężył nad sercem. Ale może tak będzie lepiej... Nie wiem, czy wrócę na kardiochirurgię. Po pierwsze- jestem zdenerwowana i obrażona na zarząd koła - wybrali 10 najaktywniejszych osób w kole i mnie nie ma na tej liście... Na liście znalazły się osoby, które chodziły na 2-3 dyżury w miesiącu, ja na bloku/oddziale byłam 2-3 razy w tygodniu, więc... nie potrafię zrozumieć, o co chodzi... A poza tym - nie wiem, czy chcę tam wrócić. Nie wiem, czy chcę poświęcić czas na coś, co niekoniecznie chcę robić w życiu. Coraz poważniej zaczynam myśleć o tym, że chciałabym mieć jakąś mało stresującą pracę, rodzinę i spokojne, szczęśliwe życie... A na kardiochirurgii to raczej nie jest możliwe... Ale - ja jednak kocham blok i ciężko mi z tego zrezygnować... Sama nie wiem, co z tym zrobić. Mieszkanie z A. nie jest najgorsze - czasem nie możemy już na siebie patrzeć (w piątek po południu - po całym tygodniu bycia razem 24 godziny na dobę) - ale A. wraca na weekendy do domu i w poniedziałek znów jest świetnie. I tak naprawdę dobrze się dogadujemy - czasem nawet zbyt dobrze - rozmawiamy całą noc i później mamy problem, żeby wstać rano na zajęcia. Czasem zdarzają się jakieś konfliktowe sytuacje, ale udaje nam się osiągnąć kompromis. Więc - jest nieźle, pewnie nawet lepiej niż w poprzednich latach. Jest tylko jeden poważny problem - obie nie mamy ochoty na naukę i robimy wszystko, żeby tylko się nie uczyć...:) A tak poza tym - jestem dość dziwną studentką: nie potrafię opisać EKG (ale potrafię bez tego opisu, którego od nas wymagają rozpoznać nieprawidłowości i podać rozpoznanie), niewiele wiem z immunologii, patomorfologii, ale zamiast tego jako jedyna z grupy potrafię dobrze opukiwać, badać - i potrafię to powiązać z konkretnymi chorobami. Praktyka się na pewno kiedyś przyda, ale chyba muszę też zacząć się uczyć teorii, żeby jakoś bezproblemowo przeżyć ten rok i nie mieć wszystkich poprawek, jakie tylko można mieć...
środa, 12 października 2011
Zawieszam działalność bloga. Mam nadzieję, że tylko tymczasowo... Muszę trochę uporządkować swoje życie, bo wszystko zaczyna się sypać...
poniedziałek, 10 października 2011
NA zajęcia z podstaw pediatrii trafiłam do szpitala, gdzie asystenci od nas dużo wymagają. Jedyny taki szpital;) Asystentka przepytała nas z embriologii (a kiedy to było?! pierwszy rok?!), ogólnie dużo wymaga. Ale z drugiej strony tłumaczy nam wszystko i ma duże poczucie humoru. A poza tym - idę spać. Jak się dobrze wyśpię powinnam znów nabrać ochoty do życia...:)
sobota, 08 października 2011
Od tygodnia próbuję coś napisać, ale kompletnie mi się to nie udaje. Zajęcia niby fajne, ciekawe, asystenci nawet nie najgorsi, ale - nie chce mi się. Kompletnie na nic nie mam ochoty. Chyba po raz pierwszy (nie licząc czasu sesji) zastanawiam się, czy nie zmienić kierunku studiów. Sama nie wiem, czy chcę być lekarzem. Nie wiem, czy jestem w stanie wytrzymać na tych studiach jeszcze 4 lata. Nie wiem, co się dzieje, ale nie mam ochoty iść nawet na blok operacyjny... Ma ktoś jakieś lekarstwo na moją niechęć do życia, a szczególnie medycyny?...
niedziela, 25 września 2011
Tęsknię już za studiami. A właściwie - za blokiem operacyjnym...:) Odwiedziłam dziś ciocię w szpitalu (jest po wymianie endoprotezy stawu kolanowego) i prawie cały czas spędziłam chodząc po szpitalu, zaglądając na różne oddziały. Tęsknię za szpitalem, Za dyżurami. Za pacjentami. Niedawno pisałam o tym, że medycyna nie może być całym moim życiem, ale... jest jego bardzo ważną częścią i to już się chyba nie zmieni. Jedyna zmiana, jaką jestem w stanie wprowadzić to zainteresowanie się też innymi rzeczami poza medycyną... Zobaczymy, czy to się uda:) Cieszę się na trzeci rok studiów... Mam nadzieję, że nareszcie będę mogła uczyć się medycyny, nie tylko biochemii i innych, podobnie "interesujących" przedmiotów. Mam kilka ambitnych planów na nowy rok akademicki: To chyba wszystkie moje plany... zobaczymy tylko, czy (i które) uda mi się zrealizować:)
czwartek, 22 września 2011
Wróciłam. Opalona, zmęczona i w sumie - całkiem zadowolona. Zdałam poprawkę z fizjologii - jest absolutnie fantastycznie:) Więcej napiszę w najbliższym czasie:)
czwartek, 18 sierpnia 2011
Właściwie - nawet więcej niż połowa wakacji za mną. I niestety - to była ta ciekawsza połowa. W niedzielę wyjeżdżam do Niemiec, do pracy. Wcale nie mam na to ochoty, ale... postanowiłam, że będę niezależna finansowo, więc muszę trochę popracować. Na pierwszym roku trochę korzystałam z pomocy rodziców - oni płacili za mieszkanie, reszta wydatków była na mojej głowie. Na drugim roku utrzymywałam się sama - czasem tylko rodzice wpłacili mi na konto - np. z okazji dnia dziecka:) Dla mnie jest to bardzo komfortowa sytuacja, jeśli nie muszę prosić rodziców o pomoc finansową. Więc - w niedzielę wyjeżdżam, wracam dzień przed poprawką z fizjo. Nie chce mi się teraz wyjeżdżać - miałam w czasie tego weekendu pojechać ze znajomymi na spływ kajakowy. Żałuję, że mnie nie będzie, ale są też plusy tej sytuacji - będę mogła nabrać dystansu do tego wszystkiego, co się w moim życiu dzieje. Doszłam do wniosku, że moje relacje z ludźmi są bardzo płytkie. Nawet z osobami, z którymi się "przyjaźnię". Ostatnie tygodnie to właśnie taki okres, gdzie postanowiłam budować relacje z ludźmi. Mam takie koleżanki (przyjaciółki?) którymi znam się od urodzenia, zawsze trzymałyśmy się razem, chodziłyśmy razem do szkoły, wyjeżdżałyśmy na wakacje, spędzałyśmy czas wolny razem. Od kiedy zaczęłyśmy studia nasze kontakty nie są już tak częste ponieważ każda z nas studiuje w innym mieście. W ostatnich tygodniach postanowiłam trochę popracować nad naszymi relacjami i okazało się, że my się kompletnie nie znamy. Zaczęłyśmy rozmawiać na różne poważne i ciekawe tematy i okazało się, że bardzo mało o sobie wiemy. Ale - staramy się to zmienić:) W ciągu najbliższego miesiąca pewnie się nie pojawię na blogu, lub będę robiła to baaardzo okazjonalnie. Trzymajcie kciuki, żebym znalazła trochę czasu na naukę i zdała w końcu tą fizjologię:)
czwartek, 11 sierpnia 2011
Kolejny niemedyczny wpis... Ale skończyłam już praktyki, więc jedynymi chorymi osobami, z którymi się spotykam są: mój tata, który ma anginę i mój sąsiad, który ma nowotwór mózgu, całkiem sporych rozmiarów... Korzystając z wolnych chwil będę pisała trochę więcej o sobie. Lubię swoje studia, ale zaczynam też zauważać ich minusy. Przykład: ludzie są mi zupełnie obojętni. Kiedyś byłam osobą pełną entuzjazmu i miłości do ludzi, a teraz - nauczyłam się ich ignorować. To chyba taki mechanizm obronny - potrzebny w prosektorium i na bloku operacyjnym, gdzie nie można się angażować emocjonalnie. Ale w normalnym życiu zaczyna mi to przeszkadzać... W moim życiu zdarzyło się, że kilka razy zawiodłam się na ludziach. Dlatego zaczęłam się od nich odsuwać. Wolę spędzać czas z pacjentami w szpitalu, na bloku operacyjnym, niż spotykać się ze znajomymi (przyjaciół to raczej nie dotyczy). Tydzień, który spędziłam razem z ludźmi z generacji-t (poprzedni wpis) uświadomił mi, że bardzo, bardzo potrzebuję kontaktu z nie-pacjentami, nie-studentami medycyny. Po prostu z normalnymi ludźmi:):):) A w dodatku - zakochałam się. To od bardzo dawna mi się nie zdarzyło. Pewnie nic z tego nie wyjdzie, zbyt dużo nas różni, ale... zaczynam się zastanawiać: może zamiast zajmować się cały czas tylko medycyną, powinnam też pomyśleć o założeniu rodziny? Chociaż wydaje mi się to nieprawdopodobne i odległe, to jednak - nie niemożliwe...
wtorek, 02 sierpnia 2011
Trochę o poprzednim tygodniu wakacji, spędzonym na jednym z obozów generacji-t (więcej informacji o GT: http://generacja-t.org/ ): Postanowiłam wrócić do generacji - t i pomóc znajomym w zorganizowaniu obozu, gdzieś w Polsce;) Działałam z generacją od 2006 roku, wyjeżdżałam na misje organizowane przez GT - były takie lata, że nie było mnie w domu przez okres pięciu, sześciu tygodni:) Przez ostatnie dwa lata nie brałam udziału w działaniach GT ze względu na pracę, ale teraz postanowiłam to zmienić - niesamowicie mi tego brakowało. Ogólnie, jako generacja-t pracujemy z dziećmi, młodzieżą, organizujemy koncerty, zajęcia dla dzieci... Kiedyś przez tydzień pracowałam w szpitalu psychiatrycznym, w czasie innego obozu - w ośrodku dla bezdomnych (to tak przy okazji, w ramach pomocy lokalnej społeczności). Naszym celem jest mówienie ludziom, że "MOŻNA ŻYĆ INACZEJ" - czyli zamiast alkoholu, papierosów, narkotyków można wybrać Jezusa. Do generacji-t należy młodzież, głównie z Kościoła Zielonoświątkowego, aczkolwiek nie promujemy Kościoła i nie zachęcamy do zmiany wyznania - raczej do tego, żeby uwierzyć w Boga i żyć według zasad opisanych w Piśmie Świętym. Dla mnie bardzo smutne jest to, że żyjemy w kraju, gdzie ponad 90% osób uważa się za chrześcijan, ale - czy żyją tak, jak powinni żyć prawdziwi chrześcijanie? A teraz właściwa część mojego wpisu... Na tym obozie byłam z grupą znajomych, ale poznałam też sporo nowych osób. Atmosfera była naprawdę GENIALNA:) I nagle zrozumiałam, że bardzo brakuje mi takiego normalnego życia, normalnych kontaktów z normalnymi ludźmi (albo i nienormalnymi, ale nie z lekarskiego). Nadal uwielbiam medycynę i uważam, że kardiochirurgia jest bardzo ciekawa, ale... jeśli mam w życiu zrobić coś ciekawego, to kiedy jak nie teraz?! Jak założę rodzinę i zacznę pracować? Wtedy będę miała jeszcze mniej czasu. Plan na kolejny rok jest prosty - odwiedzam znajomych. Myślę, że pierwszym celem podróży może być Warszawa:). Poza tym chcę trochę pozwiedzać i poznać okolice Wrocławia. Mój lekarz rodzinny pochodzi spod Wrocławia i opowiadał mi, co warto zwiedzić:) Kolejny rok będzie zupełnie inny niż ten. To chyba odpowiedni moment na przewartościowanie wartości;)
piątek, 22 lipca 2011
Ostatni dzień praktyk - najnudniejszy. Pacjentów było siedmiu - jeden starszy pan z nadciśnieniem i sześciu osiemnastolatków do szczepienia. Ci osiemnastolatkowie mieli problem z tym, że bada ich dziewczyna, niewiele starsza od nich - i w dodatku znajoma ze szkoły;) Ale wszyscy bohatersko dali się osłuchać i mogłam obejrzeć ich migdałki i gardło;) Na zakończenie praktyk rodzinny kazał mi szybko wyjść za mąż i wybrać jakąś mało absorbującą specjalizację...:) A teraz - wyjeżdżam na tydzień, a później - praca...:)
czwartek, 21 lipca 2011
Przedostatni dzień praktyk. I będzie mało o medycynie. Dziś lekarza rodzinnego odwiedziła koleżanka z podstawówki i gimnazjum. Z dwójką dzieci. Ma dwie córki -jedna ma dwa latka, druga cztery miesiące. Pierwszą urodziła jeszcze w technikum, drugą już po maturze. Początkowo miała sporo problemów, po pierwszym porodzie miała depresję poporodową. Mieszkała z teściami, nie mogła się z nimi dogadać. Teraz mieszka już sama z mężem i córkami - i widać, że jest szczęśliwa. Ma świetne córki - ładne, grzeczne... A ja? Ja przez najbliższe 4 lata będę się uczyć i spędzać każdą wolną chwilę na bloku (tak, wiem - sama tego chcę). Miłość, związki - to dla mnie kompletna abstrakcja. Lubię mężczyzn, dobrze się z większością dogaduję (z reguły lepiej niż z dziewczynami), ale... Lubię swoje życie i na razie nic nie zamierzam zmieniać:)
poniedziałek, 18 lipca 2011
Dziś dzień bilansów dzieci czteroletnich:) Oczywiście byli też inni pacjenci... Znajomi opowiadają mi, jak u nich wyglądają takie badania profilaktyczne dzieci. Byłam zaskoczona, bo mój rodzinny wszystkich bardzo dokładnie zbadał, rozmawiał z rodzicami... Poza tym osłuchiwałam pacjenta z migotaniem przedsionków, a pani z zapaleniem płuc jest już zupełnie zdrowa. Dziś u lekarza spotkałam trzech czterolatków z wadami wrodzonymi nerek, wcześniej była też matka i córka - obie z wadami wrodzonymi serca oraz inni pacjenci z jakimiś wrodzonymi wadami. Coraz bardziej zaczynam doceniać to, że urodziłam zdrowa. Ale 6też zaczynam się zastanawiać, czy będę chciała mieć w przyszłości dzieci - nie chciałabym, żeby były chore... Nardzo dużo się uczę na praktykach, ale zaczynam się zastanawiać, czy ich nie skończyć w tym tygodniu...:)
czwartek, 14 lipca 2011
Jako, że dojeżdżam na praktyki samochodem, musiałam go wreszcie zatankować:) Dodam tylko, że kierowcą jestem wybitnym - nie jeździłam od roku i pierwszego dnia musiałam pomyśleć, jak zapalić samochód:) A wracając do mojego pierwszego w życiu tankowania: wybrałam stację benzynową, gdzie nie ma samoobsługi, podjechała do dystrybutora i... okazało się, że wjechałam złą stroną - wlew paliwa znajduje się w innym miejscu, niż myślałam. Musiałam wycofać i wjechać z drugiej strony. Manewr się udał, ale nie mogłam sobie przypomnieć, jakie chcę paliwo:) A jak już się zdecydowałam i powiedziałam ile go potrzebuję, to nie zorientowałam się, że bak trzeba otworzyć kluczykiem. Następnie nie wiedziałam, gdzie mam portfel, a na zakończenie - samochód nie chciał ruszyć:) Pan ze stacji benzynowej bardzo dobrze się bawił:) A jeśli chodzi o mnie - "słodka idiotka" wydaje się trafnym określeniem:) Praktyki jak zawsze bardzo udane -oglądałam zdjęcia rtg, wyniki badań, widziałam mieszkowe zapalenie migdałków i badałam węzły chłonne szyjne dziecka (były wielkości orzecha włoskiego!!). Chłopiec wczoraj miał zrobioną biopsję tych węzłów (niestety, w klinice hematologii podejrzewają ziarnicę złośliwą). A jutro mam kolejny wolny dzień:) Właśnie się zorientowałam, że ostatnio nie napisałam nic o praktykach, więc mi się teraz dni nie zgadzają;) Więc teraz w skrócie o wtorku: uczyłam się mierzyć tętno na stopie, dowiedziałam się sporo o chorobach autoimmunologicznych i poznała bardzo ciekawego pacjenta - chłopiec ma 6 lat, choruje cukrzycę i celiakię. Najdziwniejsze jest to, że obie choroby nie dawały typowych objawów i odkryli je "przypadkowo":)
poniedziałek, 11 lipca 2011
Pani z płatowym zapaleniem płuc przyszła do kontroli, okazało się, że jest już zdecydowanie lepiej, koniec z antybiotykim podawanym dożylnie, może zacząć jakiś w tabletkach.:) Trochę kardiochirurgii: pacjentka z córką, obie po operacjach serca. Miały dwie zupełnie inne wady wrodzone serca. Obie operowane w dzieciństwie, matka dwa razy. Ale do dziś ma otwór w przegrodzie międzykomorowej i słychać szmer w sercu. Oczywiście mogłam ją osłuchać, chociaż przyszła tylko z córką do badania:) Poza tym odwiedził nas przedstawiciel firmy farmaceutycznej:) I jeszcze dwuletni chłopczyk z podejrzeniem padaczki typu absence, kilka osób z problemami trawiennymi... Może powinnam zostać pediatrą? Dzieciaki mnie naprawdę lubią:) |
Archiwum
Zakładki:
|