|
Blog > Komentarze do wpisu
październik.Czas na krótkie podsumowanie pierwszego miesiąca na trzecim roku. Ogólnie - nie podoba mi się. Pediatria jest nudna, immunologia jeszcze nudniejsza. Mikrobiologię lubię tylko ze względu na prowadzącego, patomorfologia jest ciekawa tylko wtedy, gdy trafimy na sekcję zwłok (a udało się to tylko raz). Diagnostyka jest przedmiotem najgorszym, jaki miałam do tej pory i jedynie interna jest ciekawa. A patofizjologia - nudna i póki co nie zaliczyłam żadnych ćwiczeń... Przyznaję, że nie uczyłam się zbyt dużo w październiku (żeby nie powiedzieć - w ogóle się nie uczyłam). Kilka kolokwium udało mi się zdać, ale kartkówki z patofizjologii są dla mnie nie do zdania... Walczę z przeziębieniem, bólem ucha i potworną ochotą, żeby spać, spać i spać - i nie wychodzić w ogóle z łóżka... Czasem nawet to uskuteczniam - i efekty są takie, że wykorzystałam już większść nieobecności, które miałam w tym semestrze do wykorzystania. Długi weekend spędziłam ze znajomymi w Bieszczadach - było genialnie:) Spotkałam się tam też z "moją wielką miłością" - i okazało się, że jednak już nie jestem zakochana... Wystarczyło pół roku, żeby rozsądek zwyciężył nad sercem. Ale może tak będzie lepiej... Nie wiem, czy wrócę na kardiochirurgię. Po pierwsze- jestem zdenerwowana i obrażona na zarząd koła - wybrali 10 najaktywniejszych osób w kole i mnie nie ma na tej liście... Na liście znalazły się osoby, które chodziły na 2-3 dyżury w miesiącu, ja na bloku/oddziale byłam 2-3 razy w tygodniu, więc... nie potrafię zrozumieć, o co chodzi... A poza tym - nie wiem, czy chcę tam wrócić. Nie wiem, czy chcę poświęcić czas na coś, co niekoniecznie chcę robić w życiu. Coraz poważniej zaczynam myśleć o tym, że chciałabym mieć jakąś mało stresującą pracę, rodzinę i spokojne, szczęśliwe życie... A na kardiochirurgii to raczej nie jest możliwe... Ale - ja jednak kocham blok i ciężko mi z tego zrezygnować... Sama nie wiem, co z tym zrobić. Mieszkanie z A. nie jest najgorsze - czasem nie możemy już na siebie patrzeć (w piątek po południu - po całym tygodniu bycia razem 24 godziny na dobę) - ale A. wraca na weekendy do domu i w poniedziałek znów jest świetnie. I tak naprawdę dobrze się dogadujemy - czasem nawet zbyt dobrze - rozmawiamy całą noc i później mamy problem, żeby wstać rano na zajęcia. Czasem zdarzają się jakieś konfliktowe sytuacje, ale udaje nam się osiągnąć kompromis. Więc - jest nieźle, pewnie nawet lepiej niż w poprzednich latach. Jest tylko jeden poważny problem - obie nie mamy ochoty na naukę i robimy wszystko, żeby tylko się nie uczyć...:) A tak poza tym - jestem dość dziwną studentką: nie potrafię opisać EKG (ale potrafię bez tego opisu, którego od nas wymagają rozpoznać nieprawidłowości i podać rozpoznanie), niewiele wiem z immunologii, patomorfologii, ale zamiast tego jako jedyna z grupy potrafię dobrze opukiwać, badać - i potrafię to powiązać z konkretnymi chorobami. Praktyka się na pewno kiedyś przyda, ale chyba muszę też zacząć się uczyć teorii, żeby jakoś bezproblemowo przeżyć ten rok i nie mieć wszystkich poprawek, jakie tylko można mieć... piątek, 04 listopada 2011, marzycielka_mm
Tagi:
studia
Komentarze
kardio.log
2011/11/04 21:45:02
Czytając o przejściach na kardiochirurgii i patrząc na ostatni akapit stwierdziłam, że masz zadatki na lekarza rodzinnego ;D A co do chirurgii, to poszperaj, bo są różne ciekawe zabiegowe specki ;]
2011/11/04 23:41:04
Weź się w garść dziewczyno, ja też muszę. Musimy się pozbierać, nie wiem czy to jakiś pieprzony kryzys trzeciego roku, czy cholera wie co, ale wiem, że się nie uczę, wiem, że jak czytam ten wpis to czuję się usprawiedliwiona, że moje ambitne plany bycia zajebistą lekarką, co rusz ratującą komuś życie zaczynają przegrywać z wizją rodzinnego w wiejskim ośrodku, grzejącym stołek, nie mającym od 20 lat kontaktu z kliniką....
Pokaż, że damy radę. Przestań się mazgaić. Potrzebujemy kopa w dupę. Ja się nauczyłam na dziś i myślę, że dobrze mi poszła patomorfologia, poprawię we wtorek immuny. Jeżeli ten weekend pójdzie po mojej myśli i odkręcę to co zepsułam, to Ty tez musisz. I zmień ten cholerny, dołujący szablon! 2011/11/05 08:06:25
Ciężko jest to wiadomo, ale wiesz ile ludzkich istnień uratujesz :)
2011/11/05 11:24:51
kardio.log - rok temu obraziłabym się za tego lekarza rodzinnego ale po praktykach stwierdzam, że to nie jest taki zły pomysł. A w przyszłym roku poszukam jakiegoś ciekawego koła z chirurgii - w tym roku mam za dużo zajęć:(
waletas2 - ja już się trochę wzięłam w garść, nawet chodzę już na zajęcia... I faktycznie trzeci rok jest kryzysowy. Ale ja postanowiłam zacząć żyć, a dopiero później studiować - wszystko w moim życiu nie może się kręcić wokół medycyny... Co nie zmienia faktu, że też zamierzam się pilnie uczyć w czasie tego weekendu. Powodzenia z poprawkami! A szablon - póki co zostaje. Zmieni mi się nastrój, zmienię i szablon... animka1984 - jest też drugie pytanie - ile osób nie uratuję/zaszkodzę im... 2011/11/05 15:17:50
Dlaczego byś się obraziła? ;] Lekarz rodzinny na takiej wsi, gdzie robiłam praktyki: przychodzą do ciebie pacjenci z wszystkim, a ty się bawisz w hałsa, masz kontakt z pacjencie, nie jak na owej klynyce, gdzie jest 5 pacjentów, 20 lekarzy i 50 studentów, masz najlepszy samochód we wsi xD
No i przewaga nad POZetem w mieście jest taka, że mało roszczeniowych pańć i moherków a la ojciec T. Ja byłam przychodnią zachwycona ;p 2011/11/05 23:05:20
Też miałam praktyki u rodzinnego w całkiem małej wsi - i było świetnie... A po miesiącu praktyk już mnie wszyscy rozpoznawali:) I muszę przyznać, że biorę pod uwagę taki pomysł na życie...:)
|
|